Hospital w wielkim mieście
od jakiegoś czasu cotygodniowo odwiedzam jeden z wrocławskich szpitali, niewątpliwie ciekawe to miejsce, ale jeszcze ciekawsi to ludzie, jako że obligatoryjnie muszę stawiać się na szczepienia, cotygodniowo spotykam innych lekarzy i cotygodniowo dostaję innych objawów od opuchlizny przez drętwienie, ciekawa sprawa ogólnie, szczególnie kiedy wpadasz do lekarza i wita Cię pielęgniarka “Witam, kto pana tak pobił”, kiedy tłumaczysz, że to alergia odczekujesz w kolejce i jesteś w połowie drogi, później drze na Ciebie ryja pani z ADHD i pyta, “a co właściwie panu jest?”, wymownie pokazuję na twarz, a ona że tak normalnie wyglądam i nic mi nie jest, warto przy tym zaznaczyć, że ledwo ją widzę bo nie mogę otworzyć oczu, ze względu na fakt opuchlizny o jaki już pytała wcześniej pielęgniarka, ale nie o tym cała ta opowieść ale o ludziach z poczekalni, oni tworzą ten szpital, opowieści o lekarzach, kto ile razy miał zawał, że dojeżdża z Opola, a jego kuzyn złamał nos w trzech miejscach, są jeszcze awanturnicy, czepialscy, zabiegani, anemicy, znerwicowani, ogólnie to wszystko co tylko matka natura jest w stanie wyprodukować, skrzyżować, wymieszać … swoisty mikroklimat
