Archiwum kategorii ‘Urban’
halt…

wesołomiasteczkowo
98-letni staruszek przychodzi do lekarza na badania kontrolne. Lekarz pyta
go o samopoczucie, na co staruszek odpowiada:
- Nigdy nie czułem się lepiej. Mam 18-letnią narzeczoną. Jest w ciąży i
wkrótce będziemy mieć syna…
Doktor myśli chwilę i mówi:
- Niech pan pozwoli, że opowiem panu pewną historię:
Pewien myśliwy, który nigdy nie zapominał o sezonie myśliwskim, wyszedł raz
z domu w takim pośpiechu, że zamiast strzelby wziął ze sobą parasol. Kiedy
znalazł się w lesie, z krzaków wyszedł ogromny niedźwiedź. Myśliwy wyciągnął
parasol, wycelował w niedźwiedzia i wypalił. I wie pan co stało się potem?
- Nie – odpowiada staruszek.
- Niedźwiedź padł martwy jak kłoda.
- Niemożliwe! – wykrzyknął staruszek. – Ktoś inny musiał wystrzelić!
- I do tego punktu właśnie zmierzałem…

Pasażowo,,, worclowowo
monotematyczność
monogamia
monopol
a świat
podobno
taki stereo

walking
kolejny wolny dzień i kilkugodzinny spacer niezbyt owocny i spóźniający się autobus, starszy pan siedzący obok powtarzający “kr*** ja pier****”,
taka polska rzeczywistość wtorku bez fajerwerków, nikt się nie wychyla z tłumu, nikt się nie uśmiecha, a czas płynie jak krew z nosa, puste przestrzenie leniwi drogowcy




hepening
Wośpowo hepeningowo, tak bez pary, bez polotu, pod akwaparkiem, zamiast na rynku, jakoś koncepcja się wypaliła, albo zamiast idei wypaliła się osobowość, może kolejna osoba stała się ofiarą kampanii. Kwestujący jacyś bez pary, znudzeni, dzieci epoki kryzysu. Maluchy jakoś mniej roześmiane. Każdy już ma serduszko i na serduszka straciły popyt, może część tego cyrku przeniosła się na allegro.


jeszcze kilka lat temu ludzie chodzili zatroskani, przerażeni nowym obliczem świata, bardziej kapitalistycznym, niebezpiecznym, krwiożerczym, ale przede wszystkim nieznanym i niestabilnym o czym mogliśmy się przekonać trochę później


dzisiaj spotykamy tcyh samych ludzi bardziej zmęczonych

dzień kończy się historią starszego pana i cytatem “studenci chcecie trochę puszek”, później krótka historia jego rowerowej podróży po Wrocławiu zakończona pobytem na izbie wytrzeźwień, bo “to piwo było za słabe, więc kupiłem nalewkę”. Jego historia kończy się za kratami bez pracy i nadziei na lepsze życie, ale świat lubi się uśmiechać, a starszy pan zainkasował 1,90zł, drobniaki z mojego portfela i składając spóźnione życzenia szczęśliwego nowego roku, wołał “do zobaczenia, często bywam w barze mlecznym Miś”, krzyknąłem “do zobaczenia” i zniknąłem w tramwaju linii 17.

1:11 my little world
po 2 kołach odechciewa się wszystkiego, ale kiedy tutaj wracam… co będę opowiadał ma to jakiś klimat, może i żulerski, może i prl’owski, szczerze mówiąc w dupie to mam co uważają ludzie o tym miejscu, ale z tym miejscem wiążą się najciekawsze fragmenty mojego życia.

1:38
ok wiem, ostatnio zapowiadałem inną serię, ale chwilowo nie mam weny do niej siąść, za to znalazłem trochę materiału, który poleżakował chwilę na dysku i czas go odkopać.
ten post jest dedykowany wszystkim chłopakom ze SpAFu, dzięki wielkie za te przegadane godziny… zawsze zawsze jest o czym pogadać, czy to o sexie, samochodach, czy fotografii. Cóż polecam wszystkim żeby wpadli zobaczyli i poznali, bo warto!


wiem, ostatnio zapowiadałem i dupa, ale co tam mogę zapowiedzieć teraz coś innego i będzie git.

2:36 Zapowiedź
miałem się wysilić i naskrobać trzy słowa, niestety jestem leniwy, a sesja za pasem, więc nie można się przemęczać, czilałtuje się grając w pokera.
ale będzie rozmowa z Tomkiem Sikorą: http://fototapeta.art.pl/fti-tsi.html trochę o życiu, trochę o rynku i trochę o przepisie jak zrobić karierę, jak zaistnieć… trochę szkoda, że Tomek nie powiedział jeszcze ile go to kosztowało, nie licząc tych kilku skrzynek wódki podczas focenia “Alicji w krainie czarów”
“W latach 70-tych nie było w Polsce reklamy. Była reklama na eksport. Takie firmy, jak Polski Fiat, Polskie Linie Lotnicze LOT musiały wydawać co roku kalendarz, po to żeby się chwalić, więc jakiś był zalążek takiej działalności na tym polu. Oczywiście nie było agencji reklamowej, był jakiś facet w Locie, który się tym zajmował, nie mając o tym zielonego pojęcia. Jednak powstały pewne projekty m.in. z moim udziałem.
Jest rok 1982 : ja je wywożę w formie swojego portfolio do Australii. Biorę do teczki kalendarz LOT-u, biorę kalendarz FSO i biorę cykl fotograficzny “Alicja w Krainie Czarów”. I co się okazuje : idę do agencji reklamowej i jakiś facet obejrzawszy moich kilka prac nagle wykonuje telefony i przy dużym stole zbiegają się wszyscy ludzie z tej agencji.
Ja z początku nie wiedziałem, o co chodzi. A chodziło o zjawiskowość tego portfolio. Oni zobaczyli kalendarz samochodów, który nie pokazuje nawet linii samochodu, nic. Tam są tylko surrealistyczne obrazki fotografowane przez przednią szybę Poloneza. Jest kalendarz LOT-u, w którym nie widać samolotu. Znowu surrealistyczne obrazki. Na szczęście nie znałem angielskiego i nie mogłem wytłumaczyć, że powodem takiego zaistnienia tych obrazów było to, że ten Polonez produkowany był od dziesięciu lat bez zmian i to było założeniem fabryki, żeby nie pokazywać w kalendazu samego samochodu.
Oni w tej agencji mieli dwa samochody do reklamowania i co trzy miesiące wypuszczali broszurę, gdzie robili kampanię nowego typu samochodu, gdzie trzeba było dokładnie go pokazać od dołu do góry, w różnych sytuacjach.”I byli zachwyceni, że ktoś na świecie może sobie pozwolić na to, żeby reklamować nie tyle samochód, a jego firmę i jego tzw image. Nikt takiej lini nie forsował tam wtedy w reklamie.Byli absolutnie tym zachwyceni.
Potem zobaczyli “Alicję w krainie czarów ” i mówią : no dobrze, ale to musiało bardzo drogo kosztować ! Ja mówię : kosztowało mnie parę butelek wódki. Jak to – oni mówią, kto był art directorem ? Co to znaczy ? (bo nie wiedziałem kto to jest art director) Oni mówią : czyje to pomysły ? Ja mówię : moje i kolegi. A kto robił stroje czyli stiling ? Ja i moja żona. To że ja wyjechałem z towarem i że to zostało tak dobrze przyjęte polegało na tym, że to było tam zupełnie nie znane. Wtedy ja sobie zdałem sprawę : wyjechałem z towarem, który mnie w bardzo łatwy sposób sprzedaje. Dlatego, że był tak inny. Wyobraź sobie sytuację : człowiek, który nie zna języka, jest w nowym kraju, gdzie się niechętnie przyjmuje ludzi z zewnątrz… :
2:26 Zagadkowo
2:38 Królowie Nocy
Zawsze kręciły mnie nocne spacery, to kwestia trybu życia, bo zdecydowanie więcej czasu mam w nocy, ale też chęci poznania tego co przeciętny mieszkaniec Wrocławia, kiedy wszyscy idą spać na ulicę wypełzają, wychodzą, wytaczają się, czy przylatują… królowie nocy. Między słowami ciszy wgryzają się w rzeczywistość miejską, tworząc niebagatelne, czasami nierealne, lub odrażające obrazy, ale to do nich należy chwila. Mają szansę wypłynąć stać się krzyżówką Steczkowskiej/Cichopek i Pudzianowskiego.

to zajebiści ludzie, prawdziwi, to słowo mocno odzwierciedla ich osobowość, prawda płynie z nich niezwykle mocno uderzając w przeciętnego przechodnia, dlatego robimy krok w tył, staramy się uciec.
All in all, lubię te nocne spacery, łapiesz tą chwilę, której w żaden sposób nie da złapać się w ciągu dnia, łapiesz ciszę i spokój, przecinaną przez niezwykłych ludzi, niezwykłe chwile, taki street.

Dobranoc, niech moc będzie z Wami.

