un Chienandalou at Night

o fotografii nie tylko ślubnej

Hospital w wielkim mieście

leave a comment »

od jakiegoś czasu cotygodniowo odwiedzam jeden z wrocławskich szpitali, niewątpliwie ciekawe to miejsce, ale jeszcze ciekawsi to ludzie, jako że obligatoryjnie muszę stawiać się na szczepienia, cotygodniowo spotykam innych lekarzy i cotygodniowo dostaję innych objawów od opuchlizny przez drętwienie, ciekawa sprawa ogólnie, szczególnie kiedy wpadasz do lekarza i wita Cię pielęgniarka „Witam, kto pana tak pobił”, kiedy tłumaczysz, że to alergia odczekujesz w kolejce i jesteś w połowie drogi, później drze na Ciebie ryja pani z ADHD i pyta, „a co właściwie panu jest?”, wymownie pokazuję na twarz, a ona że tak normalnie wyglądam i nic mi nie jest, warto przy tym zaznaczyć, że ledwo ją widzę bo nie mogę otworzyć oczu, ze względu na fakt opuchlizny o jaki już pytała wcześniej pielęgniarka, ale nie o tym cała ta opowieść ale o ludziach z poczekalni, oni tworzą ten szpital, opowieści o lekarzach, kto ile razy miał zawał, że dojeżdża z Opola, a jego kuzyn złamał nos w trzech miejscach, są jeszcze awanturnicy, czepialscy, zabiegani, anemicy, znerwicowani, ogólnie to wszystko co tylko matka natura jest w stanie wyprodukować, skrzyżować, wymieszać … swoisty mikroklimat

untitled-11

Reklamy

Written by chienandalou

Marzec 16, 2009 at 8:30 pm

Napisane w myśli zebrane, places

wesołomiasteczkowo

2 Komentarze

98-letni staruszek przychodzi do lekarza na badania kontrolne. Lekarz pyta
go o samopoczucie, na co staruszek odpowiada:
– Nigdy nie czułem się lepiej. Mam 18-letnią narzeczoną. Jest w ciąży i
wkrótce będziemy mieć syna…
Doktor myśli chwilę i mówi:
– Niech pan pozwoli, że opowiem panu pewną historię:
Pewien myśliwy, który nigdy nie zapominał o sezonie myśliwskim, wyszedł raz
z domu w takim pośpiechu, że zamiast strzelby wziął ze sobą parasol. Kiedy
znalazł się w lesie, z krzaków wyszedł ogromny niedźwiedź. Myśliwy wyciągnął
parasol, wycelował w niedźwiedzia i wypalił. I wie pan co stało się potem?
– Nie – odpowiada staruszek.
– Niedźwiedź padł martwy jak kłoda.
– Niemożliwe! – wykrzyknął staruszek. – Ktoś inny musiał wystrzelić!
– I do tego punktu właśnie zmierzałem…

dsc_4591

Written by chienandalou

Marzec 15, 2009 at 9:51 pm

Napisane w myśli zebrane, places, pwr, Urban

młodsze… od wirtualnego pokolenia

2 Komentarze

Do sali egzaminacyjnej, w której czeka profesor zagląda student (lekko „zmęczony”) i pyta:
– Pppanie proffesorze… czszyy pijany student mmoże zzdawać u pana egzzamin??
Profesor:
– Jak umie, to może.
A student na to:
– Śśśświetnie… Chłoppaki! Wnoście Stefana…

as

Written by chienandalou

Marzec 13, 2009 at 12:06 am

Napisane w places

wirtualne pokolenie

7 Komentarzy

dsc_4642

Written by chienandalou

Marzec 12, 2009 at 11:47 pm

Napisane w places, pwr

leave a comment »

Ogłoszenie studenta AGH wirtualnej bazie ogłoszeń:

Kawałek raju: plaża, laski w bikini itd. 20.02.2009
Jajaja, xxx@o2.pl, tel: 000-00-00

Pokój w mieszkaniu post-studenckim, okolice Zwierzynieckiej

A więc…

Poszukuję czegoś, kogoś na wzór współlokatora – na coś w stylu… bo ja wiem – mieszkania studenckiego. Ja formalnie powinienem być już co najmniej profesorem, doktorem albo innym wampirem, ale użeram się jeszcze tym poprzednim etapem całej zabawy. Dlatego „post-studenckie”.

Mieszkanie składa się z dwóch pokojów – większego z aneksem kuchennym, wyjściem na świat (zwanego też gdzieniegdzie „polem”, patrz „na pole”) i portalem do łazienki – oraz mniejszego. Mniejszego, ale tylko jak na warunki pałacowe – jest to i tak niezłe bydle i spokojnie możnaby tam zmieścić ze 100 osób (80 Amerykanów).

Całość znajduje się w ekskluzywnej kamienicy w centrum miasta, czyt. okolice owianego mgła PRL-owskiej legendy Domu Handlowego Jubilat. Więc jest gdzie zaopatrzyć się w wodę, papu i papier toaletowy. Kamienica znakomicie maskuje swój wykwintny status udając starą ruinę pełna bumelantów. Co prawda ostatnio kilku z nich odleciało do ciepłych krajów (ach, opieka społeczna, czy jak to się zwie), ale przynajmniej dwóch egzystuje sobie w okolicy. To naprawdę poczciwe i niegroźne osoby (szczepione), fani starożytnej muzyki wychwalającej taki tryb życia, której nurt uwidacznia się silnie w twórczości np. kapeli zwanej Dżem – będą w siódmym niebie.

Lokum zaopatrzone jest w wodę. Bieżącą, ale krakowską – więc ja do ust nigdy bym jej nie wziął. Mamy prąd, czasami kopie, ale da się znieść. Jest też Internet. Z kolei bliskie sąsiedztwo Wisły gwarantuje różne bryzy – ergo – w miarę świeże powietrze (jak na plugawy Kraków). W łazience jest pralka, niestety dorosły może mieć problemy ze zmieszczeniem sie w bębnie, „kabina” prysznicowa, a nawet taka muszla, na której się siedzi i z człowieka wychodzą różne złe rzeczy.

Ogólnie jest, jakby to napisał poeta, „nieźle odwalone”. Sufit jest wysoko, sprzyja to myśleniu i ciężko na niego napluć. Ściany są otynkowane i pomalowane – nie posiadam niestety stworzonego do odróżniania kolorów mózgu kobiety, więc dla mnie wyglądają ok, nawet w dotyku są „wporzo”.

Haracz, który płacimy właścicielom kamienicy – złowieszczej korporacji w której znikają ludzie i która planuje opanować świat („pole”)- prezentuje się następująco: czynsz 450 zł + opłaty. Możliwe, że ten zmaleje do 425 zł przez pierwsze sześć miesięcy roku bieżącego (jeśli tylko nasz Administrator wejdzie pewnej, głaszczącej kota, osobie odpowiednio głęboko w miejsce, gdzie plecy tracą to i owo). Opłaty to 60 zł daniny na Internet (pozwala na skuteczne mordowanie ludzi w grach sieciowych, więc jest ok) – daninę tę dzielimy na cztery, co zaokrągla się do 15 PLN. Do tego w zimie czasami grzeję, by zupa nie zamarzła, a także nałogowo używam prądu. Z 50 złociszy miesięcznie trzeba w najbardziej krytycznych miesiącach z kieszeni wysupłać.

Wychodzą więc kwoty relatywnie: niemałe, albo groszowe – jeśli spojrzeć przez pryzmat wszystkich mieszkaniowych atrakcji.

W obliczu czego – ucieszyłbym się niezmiernie z osoby potrafiącej pozyskiwać już mamonę. Czasami trza tu w coś zainwestować (np. w srajtaśmę) i byłoby mi miło w sposób niewysłowiony, gdyby ten wydatek złączył nas i tylko wzmocnił naszą przyjaźń.

Sam jestem osobą odrobinę ekscentryczną. Pracuję w sposob nienormowany, brnę w te dzienne studia – na mieszkaniu bywam więc nieregularnie, jednak w praktyce – mimo wszystko często.

Przede wszystkim nie chciałbym zamieszkać z idiotą i niemową. Stukroć bardziej wolę, a masochistą nie jestem, usłyszeć słowo-klucz „k***a”, zostać uderzonym w gębę i wysłuchać bolesny monolog dotyczacy kontrowersyjnego tematu (np. „czemu nie zamykasz drzwi jak wychodzisz!”) – niż użerać się z kimś skrywającym swoje mroczne myśli w najdalszych czeluściach umysłu. Miło byłoby też, gdyby trafił się ktoś nie będący nudziarzem. Zabawy z bronią, pirotechniką, sportami ekstremalnymi, skłonność do podróży, poszukiwań świętych Graali, zginania łyżeczek, wysyłania pieniędzy Ojcowi z Torunia, wyciągania ludzi z Matriksu, bycie osobą, o której małe, zielone karły mówią „Moc jest w nim silna” – właściwości to bardzo w tych ścianach cenione.

Siłą rzeczy będziemy na siebie wpadać, więc zależy mi, by były to chwile przepełnione „dobrą karmą”. Nie mam absolutnie żadnych preferencji co płci, koloru skóry, wyznania i jak tam jeszcze się ludzików szufladkuje. Możesz zabijać koziołki, sypiać z Madonną, kroić psychopatów na plasterki, te pakować do foliowych worków, wypływać swoją łodzią na ocean i wyrzucać – póki nie śmierdzi i jest posprzątane – cacy.

Jeśli byłoby coś, czego niestety nie przepuszczę przez mój system kontroli jakości – będzie to bycie tzw. gejem. Niestety – chodzi tylko o mój komfort psychiczny. Takie tam zboczenie – proszę o tolerancje dla niego.

Omawiane cudo będzie do wzięcia od końca lutego, jak tylko „mój były” teleportuje stąd swoje rzeczy.

Wszelkich informacji udzielam pod numerem telefonu: 000-000-000; numerem komunikatora gg: 000000; adresem emaliowym: xxx@o2.pl.

Pozdrawiam,

M. eee?

grafiti

Written by chienandalou

Marzec 9, 2009 at 11:02 pm

Napisane w myśli zebrane

Pasażowo,,, worclowowo

leave a comment »

monotematyczność
monogamia
monopol
a świat
podobno
taki stereo

070320091

Written by chienandalou

Marzec 8, 2009 at 12:35 pm

Napisane w myśli zebrane, places, Urban

walking

2 Komentarze

kolejny wolny dzień i kilkugodzinny spacer niezbyt owocny i spóźniający się autobus, starszy pan siedzący obok powtarzający „kr*** ja pier****”,
taka polska rzeczywistość wtorku bez fajerwerków, nikt się nie wychyla z tłumu, nikt się nie uśmiecha, a czas płynie jak krew z nosa, puste przestrzenie leniwi drogowcy

dsc_3328

dsc_3334

dsc_3339
dsc_3346

Written by chienandalou

Styczeń 13, 2009 at 11:23 pm

Napisane w places, Urban